Dr Andrzej Rakowski stworzył w Polsce metodę terapii manualnej, która po ponad 40 latach pozostaje żywa i klinicznie aktualna. Ten tekst opowiada o jej twórcy, fundamentach metody i o tym, dlaczego założenia sformułowane w latach 80. XX wieku znajdują dziś potwierdzenie w nauce o bólu.
Dr Andrzej Rakowski urodził się 7 października 1941 roku. Zmarł 24 stycznia 2021 roku w wieku 79 lat. Pochowany został na cmentarzu parafialnym w Lusowie pod Poznaniem.
Ukończył Akademię Wychowania Fizycznego w Warszawie w 1969 roku, ze specjalizacją z zakresu rehabilitacji ruchowej. W początku lat 70. uzyskał stopień doktora nauk wychowania fizycznego w Wyższej Szkole Wychowania Fizycznego w Poznaniu — promotorem był prof. dr hab. Zbigniew Drozdowski. Temat pracy doktorskiej: „Motoryczne kryteria selekcji kandydatów do sportu strzeleckiego”. (Uwaga: w biografii CTM widnieje rok 1973, Sekcja Historyczna PTF podaje rok 1971 — rozbieżność pozostaje niewyjaśniona; obydwa źródła są pierwotne.)
Przez lata był trenerem kadry Polski w strzelectwie sportowym. I właśnie tam, przy zawodnikach, zaczęło się to, co stało się jego życiowym dziełem.
Obserwując zawodników przed zawodami, dr Rakowski zauważył coś, czego nie dawało się wytłumaczyć czystą biomechaniką: pod wpływem stresu zmieniały się wzorce ruchu rąk, napięcie mięśni, postawa ciała. Stres działał na ciało fizycznie, w sposób uchwytny i wymierny. To obserwacja, która wydaje się dziś oczywista — ale w Polsce lat 70. XX wieku była pionierska.
Postanowił zrozumieć ten mechanizm. Zaczął intensywnie studiować fizjologię, neuroanatomię i ówczesne szkoły terapii manualnej — europejskie, bo dostęp do zachodnich materiałów w PRL był utrudniony, ale możliwy dla kogoś z odpowiednimi kontaktami i determinacją. Wyjeżdżał za granicę — do Niemiec (1986–1995, z przerwami), gdzie pracował i szkolił się. Od 1988 roku był członkiem Deutsche Gesellschaft für Manuelle Medizin — jednego z najważniejszych towarzystw terapii manualnej w Europie.
Uczył się od Lewita, Kaltenborna, Bischoffa, Frischa, z osteopatii i chiropraktyki. Ale nigdy nie skopiował żadnej z tych szkół. Budował własną syntezę — opartą na pytaniu, które inne metody pomijały: co robi z ciałem ludzki stres i jak to leczyć?
Kluczowym momentem było spotkanie z Laboratorium Psychoedukacji Wojciecha Eichelbergera i Jacka Santorskiego — pionierów psychologii humanistycznej w Polsce. To połączenie terapii manualnej z psychologią — w Polsce lat 80. — było czymś radykalnie nowym.
W 1979 roku w Sierosławiu pod Poznaniem (ul. Leśna 1, Tarnowo Podgórne) dr Rakowski założył Centrum Terapii Manualnej (CTM). Działa ono do dziś.
W 1985 roku zorganizował pierwsze dwutygodniowe turnusy terapeutyczne w Laboratorium Terapii Manualnej — intensywne programy łączące pracę manualną z edukacją i psychoedukacją. Model pracy, który wyprzedzał ówczesne standardy o dekady: nie „10 zabiegów na NFZ”, lecz głęboki, wielowymiarowy proces terapeutyczny.
Pierwsza książka miała nosić tytuł „Kręgosłup i stres” — napisana razem z Jackiem Santorskim. Cenzura PRL nie przepuściła tytułu. Według relacji świadków cenzor miał powiedzieć: „nasza partia jest kręgosłupem narodu, a wy chcecie ten kręgosłup osłabić stresem?” Tekst ukazał się pod tytułem Informator o pracy Laboratorium Terapii Manualnej. Cenzura jako dowód na to, że temat był na tyle rewolucyjny, że budził lęk.
W 1989 roku, po przemianach, wyszła wreszcie „Kręgosłup w stresie” — pierwsza w Polsce książka łącząca fizjoterapię z psychologią stresu. Kolejne wydania: 1992, 1994, 2011. Gruntownie przepracowane wydanie w 2017 roku ukazało się nakładem PWN i jest dostępne do dziś.
W 1993 roku dr Rakowski przeprowadził pierwszy kurs terapii manualnej dla fizjoterapeutów i lekarzy. Przez kolejne trzy dekady, według materiałów CTM, przeszkolił blisko 2000 fizjoterapeutów i lekarzy — to ogromna liczba jak na jedną metodę i jedną osobę. Z CTM wychodzili terapeuci, którzy przez całą Polskę roznieśli jego podejście i nadal pracują nim na co dzień.
W latach 1994–2002 pełnił funkcję Prezesa Polskiego Towarzystwa Medycyny Manualnej — aktywnie kształtując standardy i środowisko zawodowe.
W 2007 roku założył Polskie Towarzystwo Terapii Manualnej w Modelu Holistycznym (PTTMwMH), które do dziś certyfikuje terapeutów pracujących tą metodą. Pełnił funkcję prezesa do 2020 roku.
Sekcja Historyczna Polskiego Towarzystwa Fizjoterapii (fizjoterapia.org.pl) wpisuje Andrzeja Rakowskiego jako jednego z twórców polskiej szkoły terapii manualnej. Medycyna Praktyczna wymienia go w jednym rzędzie ze Zbigniewem Arkuszewskim jako konstruktorów środowiska terapii manualnej w Polsce — wśród nazwisk takich jak Lewit, Janda, Maitland, Kaltenborn, Mulligan.
Po jego śmierci Polskie Towarzystwo Terapii i Fizjoprofilaktyki Opartej na Dowodach Naukowych (PTFODN) opublikowało nekrolog, w którym napisało: „Stworzył własny, unikalny na świecie model medycyny manualnej. […] Przeprowadził setki kursów, wychował tysiące terapeutów manualnych.”
Dr Rakowski pozostawił po sobie trwały dorobek:
Artykuły naukowe: publikował m.in. w pismach Collegium Medicum UMK Bydgoszcz (J Physiol Pharmacol, 2006, suppl. 4). W grudniu 2019 roku ukazał się w „Praktycznej Fizjoterapii i Rehabilitacji” artykuł „Sposoby badania związków systemu żuchwowo-gnykowo-czaszkowego z innymi częściami narządu ruchu”. Do końca aktywny.
Istnieje wiele szkół terapii manualnej. Każda ma swoje silne strony:
Dr Rakowski znał je wszystkie. Budował na nich — ale poszedł dalej. Sekcja Historyczna PTF pisze, że „w oparciu o koncepcję m.in. Lewita, Bischoffa i Frischa, Kaltenborna, Hartmana, Upledgera połączył osteopatię i chiropraktykę w system określany jako «szkołę Rakowskiego».”
Oficjalna definicja Terapii Manualnej Holistycznej: „dynamiczny system leczenia zaburzeń czynności narządu ruchu, który narząd ruchu ujmuje jako sferę integrującą osobowość. W następstwie dysfunkcji pojawia się czynnościowa zmiana stanu tkanek, które przyjmują patologiczną aktywność biologiczną i mogą generować objawy chorobowe.”
W medycynie klasycznej choroba musi być widoczna — na zdjęciu RTG, w rezonansie, w badaniu krwi. Co z bólem, który jest realny, ale nie widać go w żadnym badaniu? Przez dekady tacy pacjenci słyszeli: „nic Pani/Panu nie jest”. Dr Rakowski twierdził coś innego: jeśli w obiektywnych badaniach nie widać przyczyny, to nie znaczy, że jej nie ma. Znaczy to, że jest to zaburzenie czynnościowe — niewidoczne dla obrazowania, ale w pełni dostępne dla doświadczonej diagnozy manualnej.
Ta teza dziś — 40 lat później — jest potwierdzona przez nauki o bólu. Czynnościowe zaburzenia narządu ruchu, central sensitization, biopsychospołeczny model bólu — to mainstream współczesnej fizjoterapii. Dr Rakowski intuicyjnie i klinicznie dochodził do tych wniosków dekady wcześniej.
TMR to pierwsza polska metoda fizjoterapeutyczna, która wprost deklaruje: fizyczne mechanizmy reagowania ciała na stres są częścią problemu klinicznego i muszą być częścią leczenia. Cytat z oficjalnego opisu metody na ctmrakowski.pl: „holistyczna, bo widzi człowieka całościowo. W swojej koncepcji traktuje nierozdzielnie duchowość i fizyczność. Zatem w terapii uwzględnia wpływ stresu na ciało i odwrotnie.”
To nie jest „miękka” deklaracja — to konkretne założenie kliniczne. Wywiad obejmuje pytania o stres, jakość snu, zdarzenia życiowe. Plan terapii uwzględnia ich modyfikację.
Edukacja pacjenta — tłumaczenie, jak działa ból, skąd pochodzi, co go napędza i jak nim zarządzać — to w metodzie Rakowskiego nie dodatek. To pełnoprawna część każdej sesji. Pacjent, który rozumie swój ból, lepiej z nim współpracuje, szybciej wychodzi z chronizacji i rzadziej wraca z nawrotem. Dziś to jeden z najsilniej popartych dowodami elementów fizjoterapii (Pain Neuroscience Education, Moseley i Butler) — ale dr Rakowski robił to na długo przed tym, nim doczekało się akademickiego nazewnictwa.
Metoda łączy trzy grupy bodźców terapeutycznych:
Certyfikowani terapeuci pracują w gabinetach w całej Polsce. Metoda jest kontynuowana m.in. przez córkę dr. Rakowskiego w Instytucie na Polance w Poznaniu — w dialogu z metodyką wypracowaną przez dr. Rakowskiego i z wieloletnią praktyką kliniczną.
Metoda Rakowskiego nie jest muzealnym eksponatem. Jest żywym systemem, który można i trzeba czytać w dialogu z nowoczesnymi badaniami.
Koncepcja czynnościowych zaburzeń narządu ruchu koresponduje z dzisiejszym rozumieniem bólu przewlekłego — modelem biopsychospołecznym (Engel, 1977; rozwinięty w fizjoterapii przez Moseleya i Butlera), teorią centralnej sensytyzacji, pain neuroscience education. Idea wpływu stresu na ciało jest dziś potwierdzona setkami badań z psychoneuroimmunologii i neurobiologii bólu.
Terapia edukacyjna jako leczenie — to standard NICE NG59, nie innowacja. A protokół diagnostyczny, który szuka zaburzeń czynnościowych tam, gdzie obrazowanie nic nie widzi — to dokładnie to, czego uczą dziś najlepsze szkoły fizjoterapii na świecie.